W pustyni i w puszczy

by Yazzbot Mazut

/
  • Includes unlimited streaming via the free Bandcamp app, plus high-quality download in MP3, FLAC and more.

     €7 EUR  or more

     

  • Compact Disc (CD)

    Avant Jazz / Free Improvisation / Avant-Garde
    Improvised Music Series

    Yazzbot Mazut:
    Andrzej Szawara: guitar, effects
    Piotr Mełech: clarinet, bass clarinet
    Piotr Kowalski: drums, percussion
    Szczepan Kopyt: electric bass, flute
    Dariusz Dobroszczyk: electric piano, sythesizer

    utwory:
    1. Mao Tse-Tse
    2. Golem Bambucha
    3. Čoki
    4. Dżdżownica, łuk, maczuga
    5. Beast of Kommodo
    6. Chinina dla Nel
    7. Grube ścieżki

    All music composed by Dobroszczyk / Kopyt / Kowalski / Mełech / Szawara except track 5 by Jan Garbarek and track 6 by Kopyt / Kowalski / Mełech / Szawara.

    Recorded 100% live on April 12 $ 13, 2008 at Radio Afera Studio, Poznań.
    Recording, mixing and mastering by Piotr Kowalski.

    Cover painting & album design by Kira Pietrek.

    total time - 67:11

    Avant Jazz / Free Improvisation / Avant-Garde
    Improvised Music Series

    Info wydawcy:
    Grupa powstała po wyczerpaniu się formuły zespołu Prototyp (2003-2007). Dziedziczy po nim gitarzystę (Andrzej Szawara), basistę (Szczepan Kopyt) i perkusistę (Piotr Kowalski), którym zawsze marzyło się silne nawiązanie do początków fusion, a co umożliwiają im nowi instrumentaliści: grający na klarnetach (Piotr Mełech) i elektrycznym pianie (Darek Dobroszczyk). Zespół zapełnia lukę na scenie muzyki improwizowanej, jaka powstała wraz z upadkiem sceny yassowej. Z chaotycznego arché wyłania się więc motoryczny transowy potwór, kipiący energią i dlatego nie planujący paktowania z żadną partią w rodzaju: Oszczędność Formy, Pokora czy Odgrzewanie Kotletów Pseudoawangardy. Rytm jest pulsujący i rwany. Instrumenty harmoniczne gryzą się niemiłosiernie. Cała machina ryczy i idzie do przodu. 'Nie boimy się disco i nie boimy się porno!'. Debiutancki materiał wskazuje na to, że Yazzboci nie boją się także chininy i rastafarianiny. Sporo surowej improwizacji. Nasłuchujcie i strzeżcie się!

    YAZZBOT MAZUT: W PUSTYNI I W PUSZCZY - PRZEWODNIK PO PŁYCIE

    W pustyni i w puszczy, ale także w mokradłach, w stepach, w sawannie czy w wulkanicznych wyspach zapisana jest historia wypiętrzeń i zlodowaceń, tektonicznego dryfu i abrazji, zmiany polaryzacji biegunów i stopnia zalesienia - słowem: historia przeobrażeń, jakim ulega improwizująca we wszystkim Natura. W pustynię i w puszczę zaś konkretnie wpisana jest historia ucieczek.
    Kim są uciekający? Mogą być kimkolwiek - nie wiemy nawet dokąd zaprowadzi ich Droga, nie możemy więc pytać o ich imiona i historie, wierzenia i wartości. Nie widzimy koloru ich oczu. Poznajemy ich tylko po zjedzonych po drodze owocach.

    1. Mao Tse-Tse [13:16]
    Gdyby była to stara, dobra narracja, moglibyśmy zacząć od początku. Ale początku nie ma, więc 'na początku' zostajemy wrzuceni do kraju potężnego Mao Tse-Tse. Sroga, toksyczna ziemia szczypie w stopy i narzuca tu szybkie tempo podróży.
    Pięcioro uciekinierów znacznie różni się od siebie.
    Aby chronić się przed agentami Mao wyposażeni są w broń akustyczną. Cały pojazd jest napędzany także jej użyciem.
    Na tym etapie potrzebne są wszystkie dźwiękodajne przedmioty: dzwonki, bębenki, grzechotki i talerze są stosowane naprzemiennie. Ciężka stopa słonia i równomierne szarpanie basu płoszy drobną zwierzynę. Reszta załogi przedrzeźnia hałaśliwe małpy i papugi gitarami i klawiszami. Klarnet, dla niepoznaki zaciera ślady powolną i usypiającą, hebanową nutą.

    2. Golem Bambucha [6:34]
    Z traktu Mao, który przebiegał wewnątrz wielkiej dżungli statek Yazzbot Mazut (bez dowódcy) ląduje wśród dziwnego plemienia. Różowe ludziki tańczą wokół totemu wyobrażającego Człowieka-Butelkę-Coca-Coli. Członkowie załogi podejmują więc próbę nawiązania dialogu z sympatycznie wyglądającymi stworzonkami. Powoli i ostrożnie, choć wszyscy naraz.
    Dziwne plemię ukrywa jednak prawdę, o której Yazzboci nie mają pojęcia. Co pięć minut odbywa się tu ten sam koszmar zabawy: co chwila nowi przybysze biorą całe to zbiegowisko za ludową imprezę, tymczasem jest to żart potężnego Mao - pułapka czasowa, z której niewielu uszło z życiem.
    Podniesiona rozmowa jakoś zbyt szybko przeradza się w zgiełk. Widzimy nagle całe gromady ludzików atakujących naszych uciekinierów mikroskopijnymi haczykami i szpileczkami.
    Nasi bohaterowie zmęczeni ciężką drogą, w napięciu raz jeszcze muszą ze wszystkich sił tak nawigować statkiem Yazzbot Mazut, aby ostatecznie wyjść w teren mniej lesisty; choć na chwilę.
    Zapada noc. Niebo jest czarne, lecz drogę oświetla księżyc. Wyczerpani rozbijają obóz w na sawannie. Ostatnie... wbijanie... śledzi....

    3. Čoki [9:54]
    Jeśli ciekawi was co znaczy tytuł Čoki, to Tomaž Šalamun pisze w wierszu Moje drewniane ławki tak: 'Čoki? To jest zdrobnienie imienia kolegi, który/ nazywa się Zlatan'. Jesteśmy więc na krawędzi 'Krawędzi czego? Krawędzi/ najstraszliwszej dyspozycyjności'. Ostrzegałem chyba (ostrzegałem?), że droga nie będzie łatwa.
    Zlatan, który co rano pomaduje swoje włosy, budzi członków załogi osobliwym hejnałem. Zlatan, który pachnie jedliną każe przymierzać Yazzbotom fatałaszki z 'epoki Prawdziwego Jazzu'.
    'Kim jest Zlatan? Agentem Mao, czy zwyczajnym świrem? Czy jest niebezpieczny?' - myślą członkowie załogi Yazzbot Mazut, ale tańczą do jego osobliwego hejnału. Przedrzeźniają go (zobacz, a raczej słuchaj - to tu myśli każdego z osobna można doświadczyć w sposób najbardziej klarowny; to tu jest chwila prawdy, w przedrzeźnianiu!). 'Twoje hejnały są pełne wzruszeń, Čoki!'.
    Yazzbot Mazut zapada w głęboki sen. Čoki wchodzi do ich głów i ucieka.

    4. Dżdżownica, łuk, maczuga [1:27]
    Wszyscy muzycy-uciekinierzy opowiedzieli sobie go rano. Nawet nie byli zdziwieni, że każdemu śniło się to samo. W wykonaniu Piotrka szło to mniej więcej tak: 'Śniło mi się, że używamy naszej broni do celów pokojowych. Nagrywamy płytę i czasami wychodzimy na zewnątrz studia na spacery. I właśnie w tym śnie wychodzimy sobie z jakichś ogromnych blokowisk i natrafiamy na most i rzeką. Pod mostem widzimy rozszarpane, jakby przez dzikie zwierzęta, kawałki drewna. Andrzej podchodzi do trzech, które wydają się mieć w sobie coś z symboli i robi im zdjęcia komórką. Potem patrzymy wszyscy na telefon i nazywamy pierwszy kawałek - dżdżownica, drugi - łuk, a trzeci - maczuga.'
    W telefonie Andrzeja z tego snu pozostał materiał dowodowy, w postaci wspomnianych zdjęć.

    5. Beast of Kommodo [7:07]
    Ekspedycja, konwój, czy też po prostu grupa uciekinierów trafia do krainy afrykańskich fiordów. Biały starzec wyposażony w srogi zestaw brwi i długie aluminiowe włosy za pomocą saksofonu ukazuje im własną młodość.
    Yazzbot Mazut (pojazd) zostaje w nocy oznakowany malunkiem przedstawiającym papierowego ptaka. Darek z niewiadomych względów zapada w śpiączkę i reszta załogi pracuje jeszcze ciężej idąc wciąż dalej, traktując ucieczkę przez białym czarownikiem z fiordów jako wyzwanie, obrzęd przejścia....
    'Kim jesteśmy kiedy łydki podgryzają nam piranie? Kim jesteśmy jeśli boimy się czarów? Kim jesteśmy w biegu, gdy nie mamy pewności czy drogi nie zasłoni nam szpaler hien, i czy rój szarańczy nie dobierze się w nocy do naszego latającego statku?'. Sny stają się dziwne, a we dnie halucynacje dają się wszystkim we znaki.
    Po kilku dniach Yazzboci budzą się z tego haju i percepcyjnego letargu. Wszyscy oprócz Darka.
    'Pan zesłał nam malarię z nieba!' - ogłasza napotkana grupa wędrownych breatharian, która jednak nie może pomóc naszym bohaterom w niczym.

    6. Chinina dla Nel [15:09]
    Aby zdobyć chininę, niezbędną do przeżycia, muzycy postanawiają sami użyć czarów. Najpierw proszą złe duchy o przychylność. Później proszą o deszcz.
    W ciągu nocy widzimy jak rosną grzyby, klatka po klatce. Z samego rana każdy przynosi kilka gatunków ziół. Zgromadzona deszczówka posłuży na pustyni jako najlepszy napój.
    Czary zaczynają się wraz z transowym biciem bębna. Yazzboci wędrują po różnych epokach trzymając się za ręce. Rytm, na jaki wpadną w tej narkotycznej podróży, naprowadzi ich na zapasy toniku z drogocenną chininą. Najpierw jednak konopny dym i proszek z potu makaka dodają mocy ich instrumentom, które przeobrażają się w słonie, nosorożce i drapieżne ptaki, pikujące precyzyjnie z wysokości kilku kilometrów i atakujące konsumentów cierpkiego napoju.
    'Wielki rock jest immanentną częścią natury Yazzbotu' - zapisuje na bibułce Piotras skręcając kolejnego magicznego dziabąga.
    Wzruszająca jest też scena, w której finally członkowie Yazzbot Mazut podają swojemu kompanowi dożylnie dwa litry toniku.
    W tle kokosowe palmy, dwa tukany i czaszka goryla.

    7. Grube ścieżki [13:44]
    Darek budzi się ładując statek energią syntezatora. Unosi zespół nad pełnym morzem i mknie w stronę horyzontu, czyli w każdą stronę.
    Co jakiś czas pojawiają się lekkie zakłócenia na łączach i zamiast kabiny pięciu pilotów widzisz światła neonów, coś jakby przejazd taksówką o czwartej w nocy. Szybki przejazd po grubych ścieżkach.
    Jesteś sam i tracisz kontrolę nad percepcją. Co obudzi cię rano?
    Mrowienie.
    Kim są uciekający?
    Uciekający starają się uciekać z gracją, gdyż w pustyni i w puszczy, ale także w mokradłach, w stepach, w sawannie czy w wulkanicznych wyspach, w skupiskach zwierząt w ich ruchach i języku zapisana jest historia przeobrażeń, jakim ulega improwizująca we wszystkim Natura. Uciekający są jej częścią, a Yazzbot Mazut jest jej potworkiem.
    Jaka to muzyka?
    Muzyka jest Drogą. Czy można mówić o niej inaczej?
    Można.

    oto wybrane recenzje debiutanckiej płyty:

    Gazeta Wyborcza-Co Jest Grane; 2009-03-05
    '...Kilka miesięcy czekałem na to, aby polska elektrojazzowa płyta wbiła mnie w fotel i wprawiła w tak błogi nastrój. Powoli traciłem nadzieję aż tu nagle... 'W Pustyni i w puszczy' to dźwięki wybornie balansujące między fusion, jazzrockiem a eksperymentem dźwiękowym w konwencji free. Trochę tu wczesnego Milesa Davisa, jest coś z psychodelicznego jazz rocka, czasami nasze skojarzenia zmierzają w stronę poczochranego Chicka Corei. Dzieje się tak za sprawą elektrycznego fortepianu i ostrej gitary. Poznańska grupa powstała po wyczerpaniu się formuły zespołu Prototyp, a dziedziczy po nim gitarzystę Andzreja Szawarę, basistę Szczepana Kopyta i perkusistę Piotra Kowalskiego, którym zawsze marzyło się nawiązanie do początków fusion. Umożliwiają im to teraz nowi instrumentaliści: grający na klarnetach Piotr Mełęch oraz Darek Dobroszczyk na elektrycznym fortepianie i syntezatorach. Wszyscy w kwintecie wypadli na szóstkę, czuje się tu entuzjazm grania, który dominuje nad przekombinowaniem. 'Mao Tse-Tse' czy 'Grube Ścieżki' to piosenki, które należy zaordynować jako lekarstwo na depresję...'
    autor: Piotr Iwicki

    Odra 10/2010:
    Poznańska formacja Yazzbot Mazut przedstawiła cokolwiek zawikłaną autodefinicję. Zespół gra zatem post-jazz (muzykę wielokrotnie improwizowaną). Hm. Od sporego już czasu, jak wiadomo, przedrostek post bywa nadużywany, niemniej intryguje tutaj nawiasowe dookreślenie. Poza tym na basie gra tam poeta Szczepan Kopyt, można i warto więc założyć, że słowa są używane przez YM celowiej. Tak więc, po pierwsze, post-jazz rozumiałbym nie jako przekonanie o życiu w czasach, gdy jazz już się skończył, lecz jako świadomość, że zaczyna się grać po zaistnieniu tak wielkiego zjawiska, jakim jazz pozostaje. Post byłoby zatem przyłączeniem się do tych wszystkich wspaniałości, bez chęci kwestionowania czegoś u poprzedników. No i jeszcze muzyka wielokrotnie improwizowana: dużo by pisać; warto przynajmniej zwrócić uwagę, że, zgodnie z notką z okładek obu płyt, nagrania są na 100% live, aczkolwiek nie są to albumy koncertowe. Innymi słowy: YM gra, a nie (post)produkuje.
    A gdyby ten post-jazz doprecyzować, to YM uprawia muzykę postjazzrockową. Przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych poprzedniego wieku jest zespołowi bliski, to słychać. Rzecz jasna, nie ma mowy o wtórności; czasem tylko pojawiają się aluzyjne echa: a to klarnet basowy przypomni sekwencję z Bitches Brew, a to rozwiązania aranżacyjne skojarzą się z Mademoiselle Mabry. Nie wykluczam też, że - rzadko bo rzadko, ale jednak - zespół bawi się czysto muzyczną parodią (flet a la Osjan, choć to, oczywiście, już nie fusion).
    Muzyka z debiutanckiego albumu wydaje się graniem spokojnym, niespecjalnie skomplikowanym. Zarazem przecież jest to propozycja bardzo zróżnicowana: kolejne ścieżki okazują się odmiennymi pomysłami na współbrzmienia. Słychać więc funkowany klangor basu, następny początek to frytopodobne rozjechanie, jak najbardziej kontrolowane, później delikatnie zaczyna perkusja, a gitara basowa wykonuje jazzowy walking, kolejny utwór otwierają nuty elektrycznego fortepianu, łączące swoisty liryzm z przesterowaniem.
    Co ciekawe, wszystkie te rozluźnione współbrzmienia osiągają muzycy, z których każdy gra dość ksobnie. Żebym jednak nie został źle zrozumiany: spokojnie, nie ma tu wojen kilku ego na modłę Cream, idzie jedynie o pojedyncze skupienia instrumentalistów, którym pewnie dlatego dobrze się wspólnie gra.
    autor: Adam Poprawa


    Gazeta Wyborcza; 2009-02-05
    '...Debiutancki album poznańskiego kwintetu Yazzbot Mazut, który powstał w ubiegłym roku w wyniku wyczerpaniu się formuły zespołu Prototyp. Po Prototypie kapela odziedziczyła gitarzystę Andrzeja Szawara, basistę Szczepana Kopyta i perkusistę Piotra Kowalskiego. Pozostali muzycy to klarnecista Piotr Mełech i obsługujący instrumenty klawiszowe Darek Dobroszczyk. Nawiązanie do klasyki muzyki fusion plus odrobina transu sprawiają, że muzyka formacji porywa szaloną wręcz ekspresją. Zespół ma aspiracje do wypełnienia pustki, jaka powstała wraz z naturalną śmiercią awangardowej sceny yassowej. Jego oryginalna wizja muzyki wskazuje, że ma ku temu najlepsze predyspozycje...'
    autor: Tomasz Handzlik

    multikulti.com
    It is a young Polish group of instrumentalist creatively developing a fusion jazz style, which seems to be a starting point for creating a truly modern, very intense and somewhat psychedelic form. The rhythm is pulsating and seemingly shred. Harmonic instruments seem to be clashing unrelentingly. The whole machine growls and pushes forward. 'We fear no disco and we are not scared of porn' could be a slogan of their promotional campaign, if only someone started it. The debut material shows that Yazzbot have no fear of quinine and Rastafarians. Loads of row improvisation. Listen out and beware!

    The daily Gazeta Wyborcza; 2009-02-05 - by Tomasz Handzlik

    [...] The debut album of Yazzbot Mazut quintet from Poznan was published a year ago as a natural consequence of a tiring formula of the Prototype group, to which belonged Yazzbut's guitarist Andrzej Szawara, bass-player Szczepan Kopyt and drummer Piotr Kowalski. The clarinet player Piotr Mełech and the keyboard player Darek Dobroszczyk are new to this formation.
    Reference to classical fusion music and some trans motives make one feel enraptured by their overwhelming expression. The group has ambitions to fill the emptiness after natural death of avant yass scene. The original vision of their music seems to be predisposed to do that. [...]

    Co Jest Grane - the Friday supplement to the daily Gazeta Wyborcza; 2009-03-05 - by Piotr Iwicki

    [...] I had been waiting for some months for a Polish electro jazz album, that would knock me out and put me in a blissful mood. I was already close to losing my hope, when...
    'W Pustyni i w puszczy' (In Desert and Wilderness) balances delightfully between fusion, jazz-rock and free experiments. There is some touch of early Miles Davis in it, some psychedelic jazz-rock, sometimes our associations take us to disheveled Chick Corea.
    'Mao Tse-Tse' or 'Grube Ścieżki' can be prescribed as antidotes for depression. [...]

    Includes unlimited streaming of W pustyni i w puszczy via the free Bandcamp app, plus high-quality download in MP3, FLAC and more.
    ... more
    ships out within 2 days

     €11 EUR or more

     

1.
13:19
2.
3.
09:54
4.
5.
6.
7.

about

Avant Jazz / Free Improvisation / Avant-Garde
Improvised Music Series

Info wydawcy:
Grupa powstała po wyczerpaniu się formuły zespołu Prototyp (2003-2007). Dziedziczy po nim gitarzystę (Andrzej Szawara), basistę (Szczepan Kopyt) i perkusistę (Piotr Kowalski), którym zawsze marzyło się silne nawiązanie do początków fusion, a co umożliwiają im nowi instrumentaliści: grający na klarnetach (Piotr Mełech) i elektrycznym pianie (Darek Dobroszczyk). Zespół zapełnia lukę na scenie muzyki improwizowanej, jaka powstała wraz z upadkiem sceny yassowej. Z chaotycznego arché wyłania się więc motoryczny transowy potwór, kipiący energią i dlatego nie planujący paktowania z żadną partią w rodzaju: Oszczędność Formy, Pokora czy Odgrzewanie Kotletów Pseudoawangardy. Rytm jest pulsujący i rwany. Instrumenty harmoniczne gryzą się niemiłosiernie. Cała machina ryczy i idzie do przodu. 'Nie boimy się disco i nie boimy się porno!'. Debiutancki materiał wskazuje na to, że Yazzboci nie boją się także chininy i rastafarianiny. Sporo surowej improwizacji. Nasłuchujcie i strzeżcie się!

YAZZBOT MAZUT: W PUSTYNI I W PUSZCZY - PRZEWODNIK PO PŁYCIE

W pustyni i w puszczy, ale także w mokradłach, w stepach, w sawannie czy w wulkanicznych wyspach zapisana jest historia wypiętrzeń i zlodowaceń, tektonicznego dryfu i abrazji, zmiany polaryzacji biegunów i stopnia zalesienia - słowem: historia przeobrażeń, jakim ulega improwizująca we wszystkim Natura. W pustynię i w puszczę zaś konkretnie wpisana jest historia ucieczek.
Kim są uciekający? Mogą być kimkolwiek - nie wiemy nawet dokąd zaprowadzi ich Droga, nie możemy więc pytać o ich imiona i historie, wierzenia i wartości. Nie widzimy koloru ich oczu. Poznajemy ich tylko po zjedzonych po drodze owocach.

1. Mao Tse-Tse [13:16]
Gdyby była to stara, dobra narracja, moglibyśmy zacząć od początku. Ale początku nie ma, więc 'na początku' zostajemy wrzuceni do kraju potężnego Mao Tse-Tse. Sroga, toksyczna ziemia szczypie w stopy i narzuca tu szybkie tempo podróży.
Pięcioro uciekinierów znacznie różni się od siebie.
Aby chronić się przed agentami Mao wyposażeni są w broń akustyczną. Cały pojazd jest napędzany także jej użyciem.
Na tym etapie potrzebne są wszystkie dźwiękodajne przedmioty: dzwonki, bębenki, grzechotki i talerze są stosowane naprzemiennie. Ciężka stopa słonia i równomierne szarpanie basu płoszy drobną zwierzynę. Reszta załogi przedrzeźnia hałaśliwe małpy i papugi gitarami i klawiszami. Klarnet, dla niepoznaki zaciera ślady powolną i usypiającą, hebanową nutą.

2. Golem Bambucha [6:34]
Z traktu Mao, który przebiegał wewnątrz wielkiej dżungli statek Yazzbot Mazut (bez dowódcy) ląduje wśród dziwnego plemienia. Różowe ludziki tańczą wokół totemu wyobrażającego Człowieka-Butelkę-Coca-Coli. Członkowie załogi podejmują więc próbę nawiązania dialogu z sympatycznie wyglądającymi stworzonkami. Powoli i ostrożnie, choć wszyscy naraz.
Dziwne plemię ukrywa jednak prawdę, o której Yazzboci nie mają pojęcia. Co pięć minut odbywa się tu ten sam koszmar zabawy: co chwila nowi przybysze biorą całe to zbiegowisko za ludową imprezę, tymczasem jest to żart potężnego Mao - pułapka czasowa, z której niewielu uszło z życiem.
Podniesiona rozmowa jakoś zbyt szybko przeradza się w zgiełk. Widzimy nagle całe gromady ludzików atakujących naszych uciekinierów mikroskopijnymi haczykami i szpileczkami.
Nasi bohaterowie zmęczeni ciężką drogą, w napięciu raz jeszcze muszą ze wszystkich sił tak nawigować statkiem Yazzbot Mazut, aby ostatecznie wyjść w teren mniej lesisty; choć na chwilę.
Zapada noc. Niebo jest czarne, lecz drogę oświetla księżyc. Wyczerpani rozbijają obóz w na sawannie. Ostatnie... wbijanie... śledzi....

3. Čoki [9:54]
Jeśli ciekawi was co znaczy tytuł Čoki, to Tomaž Šalamun pisze w wierszu Moje drewniane ławki tak: 'Čoki? To jest zdrobnienie imienia kolegi, który/ nazywa się Zlatan'. Jesteśmy więc na krawędzi 'Krawędzi czego? Krawędzi/ najstraszliwszej dyspozycyjności'. Ostrzegałem chyba (ostrzegałem?), że droga nie będzie łatwa.
Zlatan, który co rano pomaduje swoje włosy, budzi członków załogi osobliwym hejnałem. Zlatan, który pachnie jedliną każe przymierzać Yazzbotom fatałaszki z 'epoki Prawdziwego Jazzu'.
'Kim jest Zlatan? Agentem Mao, czy zwyczajnym świrem? Czy jest niebezpieczny?' - myślą członkowie załogi Yazzbot Mazut, ale tańczą do jego osobliwego hejnału. Przedrzeźniają go (zobacz, a raczej słuchaj - to tu myśli każdego z osobna można doświadczyć w sposób najbardziej klarowny; to tu jest chwila prawdy, w przedrzeźnianiu!). 'Twoje hejnały są pełne wzruszeń, Čoki!'.
Yazzbot Mazut zapada w głęboki sen. Čoki wchodzi do ich głów i ucieka.

4. Dżdżownica, łuk, maczuga [1:27]
Wszyscy muzycy-uciekinierzy opowiedzieli sobie go rano. Nawet nie byli zdziwieni, że każdemu śniło się to samo. W wykonaniu Piotrka szło to mniej więcej tak: 'Śniło mi się, że używamy naszej broni do celów pokojowych. Nagrywamy płytę i czasami wychodzimy na zewnątrz studia na spacery. I właśnie w tym śnie wychodzimy sobie z jakichś ogromnych blokowisk i natrafiamy na most i rzeką. Pod mostem widzimy rozszarpane, jakby przez dzikie zwierzęta, kawałki drewna. Andrzej podchodzi do trzech, które wydają się mieć w sobie coś z symboli i robi im zdjęcia komórką. Potem patrzymy wszyscy na telefon i nazywamy pierwszy kawałek - dżdżownica, drugi - łuk, a trzeci - maczuga.'
W telefonie Andrzeja z tego snu pozostał materiał dowodowy, w postaci wspomnianych zdjęć.

5. Beast of Kommodo [7:07]
Ekspedycja, konwój, czy też po prostu grupa uciekinierów trafia do krainy afrykańskich fiordów. Biały starzec wyposażony w srogi zestaw brwi i długie aluminiowe włosy za pomocą saksofonu ukazuje im własną młodość.
Yazzbot Mazut (pojazd) zostaje w nocy oznakowany malunkiem przedstawiającym papierowego ptaka. Darek z niewiadomych względów zapada w śpiączkę i reszta załogi pracuje jeszcze ciężej idąc wciąż dalej, traktując ucieczkę przez białym czarownikiem z fiordów jako wyzwanie, obrzęd przejścia....
'Kim jesteśmy kiedy łydki podgryzają nam piranie? Kim jesteśmy jeśli boimy się czarów? Kim jesteśmy w biegu, gdy nie mamy pewności czy drogi nie zasłoni nam szpaler hien, i czy rój szarańczy nie dobierze się w nocy do naszego latającego statku?'. Sny stają się dziwne, a we dnie halucynacje dają się wszystkim we znaki.
Po kilku dniach Yazzboci budzą się z tego haju i percepcyjnego letargu. Wszyscy oprócz Darka.
'Pan zesłał nam malarię z nieba!' - ogłasza napotkana grupa wędrownych breatharian, która jednak nie może pomóc naszym bohaterom w niczym.

6. Chinina dla Nel [15:09]
Aby zdobyć chininę, niezbędną do przeżycia, muzycy postanawiają sami użyć czarów. Najpierw proszą złe duchy o przychylność. Później proszą o deszcz.
W ciągu nocy widzimy jak rosną grzyby, klatka po klatce. Z samego rana każdy przynosi kilka gatunków ziół. Zgromadzona deszczówka posłuży na pustyni jako najlepszy napój.
Czary zaczynają się wraz z transowym biciem bębna. Yazzboci wędrują po różnych epokach trzymając się za ręce. Rytm, na jaki wpadną w tej narkotycznej podróży, naprowadzi ich na zapasy toniku z drogocenną chininą. Najpierw jednak konopny dym i proszek z potu makaka dodają mocy ich instrumentom, które przeobrażają się w słonie, nosorożce i drapieżne ptaki, pikujące precyzyjnie z wysokości kilku kilometrów i atakujące konsumentów cierpkiego napoju.
'Wielki rock jest immanentną częścią natury Yazzbotu' - zapisuje na bibułce Piotras skręcając kolejnego magicznego dziabąga.
Wzruszająca jest też scena, w której finally członkowie Yazzbot Mazut podają swojemu kompanowi dożylnie dwa litry toniku.
W tle kokosowe palmy, dwa tukany i czaszka goryla.

7. Grube ścieżki [13:44]
Darek budzi się ładując statek energią syntezatora. Unosi zespół nad pełnym morzem i mknie w stronę horyzontu, czyli w każdą stronę.
Co jakiś czas pojawiają się lekkie zakłócenia na łączach i zamiast kabiny pięciu pilotów widzisz światła neonów, coś jakby przejazd taksówką o czwartej w nocy. Szybki przejazd po grubych ścieżkach.
Jesteś sam i tracisz kontrolę nad percepcją. Co obudzi cię rano?
Mrowienie.
Kim są uciekający?
Uciekający starają się uciekać z gracją, gdyż w pustyni i w puszczy, ale także w mokradłach, w stepach, w sawannie czy w wulkanicznych wyspach, w skupiskach zwierząt w ich ruchach i języku zapisana jest historia przeobrażeń, jakim ulega improwizująca we wszystkim Natura. Uciekający są jej częścią, a Yazzbot Mazut jest jej potworkiem.
Jaka to muzyka?
Muzyka jest Drogą. Czy można mówić o niej inaczej?
Można.

oto wybrane recenzje debiutanckiej płyty:

Gazeta Wyborcza-Co Jest Grane; 2009-03-05
'...Kilka miesięcy czekałem na to, aby polska elektrojazzowa płyta wbiła mnie w fotel i wprawiła w tak błogi nastrój. Powoli traciłem nadzieję aż tu nagle... 'W Pustyni i w puszczy' to dźwięki wybornie balansujące między fusion, jazzrockiem a eksperymentem dźwiękowym w konwencji free. Trochę tu wczesnego Milesa Davisa, jest coś z psychodelicznego jazz rocka, czasami nasze skojarzenia zmierzają w stronę poczochranego Chicka Corei. Dzieje się tak za sprawą elektrycznego fortepianu i ostrej gitary. Poznańska grupa powstała po wyczerpaniu się formuły zespołu Prototyp, a dziedziczy po nim gitarzystę Andzreja Szawarę, basistę Szczepana Kopyta i perkusistę Piotra Kowalskiego, którym zawsze marzyło się nawiązanie do początków fusion. Umożliwiają im to teraz nowi instrumentaliści: grający na klarnetach Piotr Mełęch oraz Darek Dobroszczyk na elektrycznym fortepianie i syntezatorach. Wszyscy w kwintecie wypadli na szóstkę, czuje się tu entuzjazm grania, który dominuje nad przekombinowaniem. 'Mao Tse-Tse' czy 'Grube Ścieżki' to piosenki, które należy zaordynować jako lekarstwo na depresję...'
autor: Piotr Iwicki

Odra 10/2010:
Poznańska formacja Yazzbot Mazut przedstawiła cokolwiek zawikłaną autodefinicję. Zespół gra zatem post-jazz (muzykę wielokrotnie improwizowaną). Hm. Od sporego już czasu, jak wiadomo, przedrostek post bywa nadużywany, niemniej intryguje tutaj nawiasowe dookreślenie. Poza tym na basie gra tam poeta Szczepan Kopyt, można i warto więc założyć, że słowa są używane przez YM celowiej. Tak więc, po pierwsze, post-jazz rozumiałbym nie jako przekonanie o życiu w czasach, gdy jazz już się skończył, lecz jako świadomość, że zaczyna się grać po zaistnieniu tak wielkiego zjawiska, jakim jazz pozostaje. Post byłoby zatem przyłączeniem się do tych wszystkich wspaniałości, bez chęci kwestionowania czegoś u poprzedników. No i jeszcze muzyka wielokrotnie improwizowana: dużo by pisać; warto przynajmniej zwrócić uwagę, że, zgodnie z notką z okładek obu płyt, nagrania są na 100% live, aczkolwiek nie są to albumy koncertowe. Innymi słowy: YM gra, a nie (post)produkuje.
A gdyby ten post-jazz doprecyzować, to YM uprawia muzykę postjazzrockową. Przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych poprzedniego wieku jest zespołowi bliski, to słychać. Rzecz jasna, nie ma mowy o wtórności; czasem tylko pojawiają się aluzyjne echa: a to klarnet basowy przypomni sekwencję z Bitches Brew, a to rozwiązania aranżacyjne skojarzą się z Mademoiselle Mabry. Nie wykluczam też, że - rzadko bo rzadko, ale jednak - zespół bawi się czysto muzyczną parodią (flet a la Osjan, choć to, oczywiście, już nie fusion).
Muzyka z debiutanckiego albumu wydaje się graniem spokojnym, niespecjalnie skomplikowanym. Zarazem przecież jest to propozycja bardzo zróżnicowana: kolejne ścieżki okazują się odmiennymi pomysłami na współbrzmienia. Słychać więc funkowany klangor basu, następny początek to frytopodobne rozjechanie, jak najbardziej kontrolowane, później delikatnie zaczyna perkusja, a gitara basowa wykonuje jazzowy walking, kolejny utwór otwierają nuty elektrycznego fortepianu, łączące swoisty liryzm z przesterowaniem.
Co ciekawe, wszystkie te rozluźnione współbrzmienia osiągają muzycy, z których każdy gra dość ksobnie. Żebym jednak nie został źle zrozumiany: spokojnie, nie ma tu wojen kilku ego na modłę Cream, idzie jedynie o pojedyncze skupienia instrumentalistów, którym pewnie dlatego dobrze się wspólnie gra.
autor: Adam Poprawa


Gazeta Wyborcza; 2009-02-05
'...Debiutancki album poznańskiego kwintetu Yazzbot Mazut, który powstał w ubiegłym roku w wyniku wyczerpaniu się formuły zespołu Prototyp. Po Prototypie kapela odziedziczyła gitarzystę Andrzeja Szawara, basistę Szczepana Kopyta i perkusistę Piotra Kowalskiego. Pozostali muzycy to klarnecista Piotr Mełech i obsługujący instrumenty klawiszowe Darek Dobroszczyk. Nawiązanie do klasyki muzyki fusion plus odrobina transu sprawiają, że muzyka formacji porywa szaloną wręcz ekspresją. Zespół ma aspiracje do wypełnienia pustki, jaka powstała wraz z naturalną śmiercią awangardowej sceny yassowej. Jego oryginalna wizja muzyki wskazuje, że ma ku temu najlepsze predyspozycje...'
autor: Tomasz Handzlik

multikulti.com
It is a young Polish group of instrumentalist creatively developing a fusion jazz style, which seems to be a starting point for creating a truly modern, very intense and somewhat psychedelic form. The rhythm is pulsating and seemingly shred. Harmonic instruments seem to be clashing unrelentingly. The whole machine growls and pushes forward. 'We fear no disco and we are not scared of porn' could be a slogan of their promotional campaign, if only someone started it. The debut material shows that Yazzbot have no fear of quinine and Rastafarians. Loads of row improvisation. Listen out and beware!

The daily Gazeta Wyborcza; 2009-02-05 - by Tomasz Handzlik

[...] The debut album of Yazzbot Mazut quintet from Poznan was published a year ago as a natural consequence of a tiring formula of the Prototype group, to which belonged Yazzbut's guitarist Andrzej Szawara, bass-player Szczepan Kopyt and drummer Piotr Kowalski. The clarinet player Piotr Mełech and the keyboard player Darek Dobroszczyk are new to this formation.
Reference to classical fusion music and some trans motives make one feel enraptured by their overwhelming expression. The group has ambitions to fill the emptiness after natural death of avant yass scene. The original vision of their music seems to be predisposed to do that. [...]

Co Jest Grane - the Friday supplement to the daily Gazeta Wyborcza; 2009-03-05 - by Piotr Iwicki

[...] I had been waiting for some months for a Polish electro jazz album, that would knock me out and put me in a blissful mood. I was already close to losing my hope, when...
'W Pustyni i w puszczy' (In Desert and Wilderness) balances delightfully between fusion, jazz-rock and free experiments. There is some touch of early Miles Davis in it, some psychedelic jazz-rock, sometimes our associations take us to disheveled Chick Corea.
'Mao Tse-Tse' or 'Grube Ścieżki' can be prescribed as antidotes for depression. [...]

credits

released December 9, 2008

Yazzbot Mazut:
Andrzej Szawara: guitar, effects
Piotr Mełech: clarinet, bass clarinet
Piotr Kowalski: drums, percussion
Szczepan Kopyt: electric bass, flute
Dariusz Dobroszczyk: electric piano, sythesizer

utwory:
1. Mao Tse-Tse
2. Golem Bambucha
3. Čoki
4. Dżdżownica, łuk, maczuga
5. Beast of Kommodo
6. Chinina dla Nel
7. Grube ścieżki

All music composed by Dobroszczyk / Kopyt / Kowalski / Mełech / Szawara except track 5 by Jan Garbarek and track 6 by Kopyt / Kowalski / Mełech / Szawara.

Recorded 100% live on April 12 $ 13, 2008 at Radio Afera Studio, Poznań.
Recording, mixing and mastering by Piotr Kowalski.

Cover painting & album design by Kira Pietrek.

total time - 67:11

tags

license

all rights reserved

about

Multikulti Project Poznań, Poland

contact / help

Contact Multikulti Project

Streaming and
Download help